Recenzja: Samurai Warriors: Spirit of Sanada (PS4)

Samurai Warriors: Spirit of Sanada to inspirowany nieco japońskim dramatem historycznym Sanada Maru (coś jak wyświetlane u nas Wspaniałe Stulecie) spin-off serii Samurai Warriors. Tym razem przyjdzie nam prześledzić końcowe pół wieku japońskiego rozbicia dzielnicowego oczami członków rodu Sanada. Czy studiu Omega Force udało się zgrabnie przedstawić ten bogaty w wydarzenia okres w „zaledwie” dwadzieścia godzin gry?

Trzeba przyznać, iż Koei Tecmo lubi rozpieszczać graczy produkcjami z podgatunku Musou (bijatyk pola bitewnego). Jedne bardziej, drugie mniej udane, ale przez ostatnie dwadzieścia lat wydano ich już aż czterdzieści osiem części! Na sam cykl Samurai Warriors przypada jedenaście pozycji, licząc wraz z najnowszą odsłoną - Samurai Warriors: Spirit of Sanada. Mimo że tytuł nie jest bezpośrednim następcą wydanego w 2014 roku Samurai Warriors 4, to rozgrywa się w tym samym okresie czasowym, oferując podobny styl rozgrywki oraz dodając coś od siebie.

Fabuła oferuje nam spojrzenie na ostatnie półwiecze okresu Sengoku (koniec XV w. i początek XVII w.) oczami klanu Sanada – od czwartej bitwy na równinie Kawanakajima (1561) po letnie oblężenie zamku Osaka (1615). Główna jej oś przedstawia żywot i dokonania jednego ze znanych fanom serii samuraja czyli Sanady Yukimury, aczkolwiek wcielimy się także w jego ojca, który jako wasal klanu Takeda dopiero zabiega o uznanie na polu bitwy. Jest to opowieść o wojowniku, który, wciągnięty w burzliwe koła dziejów, próbuje pogodzić swoje życie osobiste i dążenie do chwały z obowiązkami wobec własnego rodu oraz kolejnych panów feudalnych.

Początkowo myślałem, że cała historia będzie tylko pretekstem do kolejnych bitew, ale miło się rozczarowałem. Twórcy naprawdę barwnie odmalowali losy Yukimury niemalże od kołyski aż po grób, unikając zarówno ich trywializacji, jak i zbędnego patosu, dzięki czemu grę przyjemnie przechodzi się też dla poznawania samej opowieści. Będziemy świadkami jego rozbudowanych relacji z licznymi postaciami historycznymi, w tym osobami obecnymi w poprzednich odsłonach cyklu, a także tragicznego konfliktu rodzinnego oraz walki o prawdziwą miłość. W każdym razie scenarzyści w dwudziestu godzinach gry upchnęli całkiem sporo interesujących i wciągających wydarzeń, chociaż wszyscy wiemy, że żywot protagonisty nie zakończy się happy endem. Z drugiej strony – czy prawdziwy samuraj mógłby wymarzyć sobie lepszy koniec?

Mimo iż warstwa wizualna tytułu nie zmieniła się zbytnio od czasu wydania Samurai Warriors 4, to jednak po pewnych poprawkach nadal potrafi przykuć do ekranu. Animacja śmiga w 60 klatkach nawet na zwykłym PS4, chociaż tutaj boleśnie dają się we znaki długie ekrany ładowania w oczekiwaniu na starcie. W zamian za to dostaliśmy ogromne pola bitew wypełnione setkami wojowników, którzy ścierają się w zróżnicowanych sceneriach i okolicznościach przyrody. Najbardziej należy jednak docenić wygląd ważniejszych postaci ubranych w bogato zdobione zbroje, może czasem lekko przesadzające z fantazją w projektach strojów, ale niepsujące pozytywnego odbioru całości. Każda posiada także znak szczególny, który ją wyróżnia, jak chociażby kucyk Nobuyukiego czy strojna suknia Chachy. Inna sprawa, ze chciałbym zobaczyć nieco bardziej rozbudowaną mimikę na ich zbyt wymuskanych twarzach.

Same bitwy, mimo typowego dla nich „chaosu kontrolowanego”, są pełne efektów specjalnych towarzyszących naszym poczynaniom, jak błyski ataków specjalnych, latające ciała wrogów i wszystko inne, czego nasze oczy chciwie pożądają. Niestety brak tutaj większej dozy brutalności, co akurat w tym przypadku uprzyjemniłoby rozgrywkę, lecz to tylko szczegóły. Muzyka natomiast nie wybija się jakoś szczególnie, podobnie japońskie czy angielskie głosy – brzmią poprawnie i tyle.

Jeśli chodzi o bitwy, nie zmieniło się nic, czego wielbiciele gier z logo Samurai Warriors by już nie przerabiali. Standardowo do dyspozycji mamy „słabszy, ale szybszy” i „potężniejszy, lecz wolniejszy” cios. Oczywiście nie obywa się też bez morderczego i widowiskowego, sztandarowego dla serii ataku specjalnego – tytułowego Musou. Pojawia się również szał bojowy oraz wyżynanie wrogów z końskiego grzbietu. Wszystko to wystarcza, by czerpać przyjemność z szalonej, niezobowiązującej młócki, gdzie kładziemy pokotem dziesiątki wojowników naraz, by nagle stanąć w szranki z potężnymi generałami na usługach panów feudalnych. Szybko mogłaby wkraść się nuda, lecz zadbano o częste zmiany celów głównych i dodatkowych podczas starć, więc ciągle coś się dzieje, zmuszając nas do odwiedzania każdego zakamarka pola bitwy.

W ferworze walki istnieje możliwość zmiany kierowanego przez nas samuraja bądź wydania mu prostych poleceń, co znakomicie usprawnia reagowanie na wciąż zmieniającą się sytuację. Spirit of Sanada charakteryzuje się jednak czymś innym – umiejętnościami Stratagems mogącymi w jednej chwili odmienić losy niepomyślnego boju. W tym celu wykorzystujemy tzw. sześć monet z herbu klanu Sanada, które wypełniają się w zależności od naszych dokonań podczas wojny. Zmusza to do ciągłej uwagi i starań bez niepotrzebnego windowania poziomu trudności, przy czym najgroźniejszym przeciwnikiem nie jest inny wojownik, ale czas. Ten pędzi w grze trochę za szybko i prawdziwą sztuką jest zmieszczenie się w wyznaczonych widełkach, jeśli ktoś chce zrealizować wszystkie dostępne cele. Mimo to wojenne wyczyny Yukimury mocno przyciągają do ciągłego toczenia nowych oraz powtarzania starych bitew, by osiągać lepsze rezultaty.

Kolejna odsłona cyklu Samurai Warriors bardzo mocno ociera się już o gatunek RPG, co nadaje zabawie nieco dodatkowej głębi. Nasi samurajowie rozwijają się dzięki zdobywanym punktom doświadczenia, które częściowo możemy rozdzielać sami poprzez treningi w dojo. Nie brakuje zadań pobocznych, stanowiących miłą odskocznię od patosu wojny, a ekwipunek jest tym mocniejszy, im dłużej używany, zresztą możemy też poprosić o to kowala, o ile przyniesiemy wymagane materiały. Dostajemy na własność rozrastającą się wraz z upływem fabuły wioskę, gdzie oddajemy się m.in. krótkim minigrom jak łowienie ryb lub poprawiamy relacje z przyjaciółmi. Trzeba pochwalić Omega Force, iż tym razem „rolplejowe” elementy nie zostały wrzucone na odczepnego i pełnią ważną rolę w grze.

Samurai Warriors: Spirit of Sanada poszło nieco bardziej w fabularną i RPG-ową stronę, lecz nie należy mieć tego grze za złe. To wciąż znakomita produkcja z gatunku Musou, a wzbogacenie wojennej rozgrywki o dodatkowe elementy uznaje za duży plus. Owszem, zdaje sobie sprawę, że wielbiciele cyklu woleliby pełnoprawną piątkę, lecz ze spojrzenia na burzliwą historię Japonii oczami Yukimury również będą zadowoleni.

Ocena ogólna: 8.0

aysnel
Rozbicie dzielnicowe w Japonii widziane oczami jednego z ważniejszych samurajów. Mimo iż rdzeń rozgrywki, jak na tytuł Musou przystało, stanowi wyżynanie hord przeciwników, dostaliśmy zadziwiająco rozbudowany wątek fabularny oraz sporo elementów RPG. Gra nie tylko dla fanów gatunku.
Samurai Warriors: Spirit of Sanada
Plusy
  • + Ciekawa i całkiem długa fabuła
  • + Przyjemne, widowiskowe bitwy
  • + Elementy RPG urozmaicające rozgrywkę
  • + Spora plejada historycznych postaci
  • + Nieco przestarzała, ale wciąż przyciągająca oko grafika
Minusy
  • - Długie czasy wczytywania
  • - Nowych postaci mogłoby być więcej
  • - Trochę zbyt szybki upływ czasu w trakcie bitwy

Skomentuj Komentarze (16 opinii)

IC dodano: 29.05.2017, 15:04
Miła przygrywka do dwóch kolejnych fabularnych DLC do Nioha.
dreamgazer [188.146.***.***] dodano: 29.05.2017, 19:59
Alternatywna wersja Sanada Maru z ceremonią parzenia herbaty ;) https://www.youtu(...)zBtBw148
Another do dreamgazer dodano: 29.05.2017, 20:12
W celu wydłużenia rozgrywki, jak mniemam :)
dreamgazer [188.146.***.***] do Another dodano: 29.05.2017, 21:07
A jak! ;)
Zaś serio: kto wrzuca do nazwy gry imię najbardziej znanego kociego celebryty?
Another dodano: 29.05.2017, 19:51
No i bardzo pięknie :). Mój egzemplarz dotarł do mnie dzisiaj, więc gdy uporam się z Personą 5, siadam do dziejów Yukimury. Zaskoczyła mnie jednak długość... czy raczej krótkość gry. Jak zgaduję, pracowanie nad relacjami z innymi postaciami czy dodatkowe zadania wydłużają ją nieco? Do tej pory gry "musowe" zajmowały mi pi raz drzwi po sto godzin każda...
aysnel do Another dodano: 29.05.2017, 20:14
Z zadaniami dodatkowymi i atrakcjami winno wyjść jakieś 30h.
Another do aysnel dodano: 29.05.2017, 20:35
To już lepiej, ale nadal trochę krótko...
aysnel do Another dodano: 29.05.2017, 21:01
Wiesz to tylko takie szacunkowe obliczenia, normalnie zajmie ci to pewne więcej czasu. Ja szedłem po najmniejszej linii oporu. Edytowano 1 raz. Ostatnio: 29.05.2017, 21:01
Another do aysnel dodano: 29.05.2017, 21:43
A to w porządku. Zanim dociągnę wszystkie (albo przynajmniej ulubione) postacie do maksymalnego poziomu, trochę czasu pewnie minie ;).
Zakurzony dodano: 30.05.2017, 10:14
Bardzo merytoryczna i interesująca recenzja, gratuluję:-). Przyznam szczerze, że na Musou patrzyłem zwykle jak na prostą i nudną wyrzynkę kolejnych zastępów wrogich jednostek, ale... fabuła na podbudowie historycznej bardzo mnie przekonuje i chyba kiedyś jak potanieje dam szansę temu tytułowi. Ja z kolei cieszę się, że to tylko około 30godzin, dla mnie aż nadto (natto! haha taki suchy żart:-P). Rozumiem jednak, że za cenę nowej gry chciałoby się zabawy na ponad 100g;-).
Mam wrażenie, że zarówno Aysnel jak i Another znają się na grach w klimacie feudalnego Nihonu dlatego zapytam. Znacie jeszcze jakieś tytuły, które byłyby na podbudowie historycznej z tego okresu? Sam gatunek nie gra roli. Edytowano 2 razy. Ostatnio: 30.05.2017, 10:22
aysnel do Zakurzony dodano: 30.05.2017, 16:12
Bo ja wiem czy 30h to mało jak na dzisiejsze czasu skoro większość gier nawet dużych tytułów da radę ukończyć w 15? Z drugiej strony fakt szkoda, że minęły czasy, gdy gry dawały dziesiątki godzin zabawy (co nie znaczy, iż okazjonalnie i dzisiaj się nie pojawiają).

Co do gier, to oczywiście strategiczne serie Nobunaga Ambition i Shogun Total War oraz Takeda, a także Kessen. Z gier akcji to chyba jeszcze cykl Sengoku Basara oraz niesamowicie grywalny staruszek jeszcze na DOS-a Sword of Samurai. Edytowano 1 raz. Ostatnio: 30.05.2017, 16:12
Another do Zakurzony dodano: 30.05.2017, 22:39
Niewiele mam do dodania do tego, co napisał Aysnel. Polecam oczywiście wszystkie części Samurai Warriors (no... może poza ostatnią, w moim odczuciu jest najsłabsza), razem z rozszerzeniami Xtreme Legends i Empires (te dodają trochę smaczków strategicznych, ale nie na tyle, by odstraszyć takie strategiczne beztalencie jak ja). Sengoku Basara to bardziej zakręcona wersja Samurai Warriors, gdzie prawda historyczna przegrywa z efekciarstwem, ale to nadal bardzo przyjemna seria. Od siebie mogę polecić jeszcze całą serię Onimusha. Nie jest skupiona stricte na wydarzeniach historycznych, ale sporo z nich czerpie i występuje w niej wiele autentycznych postaci, znanych z okresu Sengoku.
Zakurzony do aysnel dodano: 31.05.2017, 09:34
Dzięki wielkie;-). Z samą długością gry odnosiłem się bardziej do wypowiedzi Another dot. "tylko" 30g. W kwestii długości gier ogółem to myślę, że poza (j)rpgami zawsze było ciężko znaleźć coś na więcej niż te 10-15g. Teraz deweloperzy trochę idą na łatwiznę robiąc sandboksa, milion punktów na mapie, do tego dziwne trofea i gra na 100g. Takie czasy. Co do samego Sword of samurai to jest też tytuł na ps2, polecam sprawdzić;-). Sengoku basara mnie ciekawiło, ale tam już jest chyba za duża przepaść między fikcją a historią. Od siebie mogę jeszcze polecić Way of the samurai, które wychodziło od ps2. Dosyć krótkie, ale sporo zakończeń i duży nacisk na mnogość wyborów jakie możemy podjąć podczas gry. Jak na tamte czasy było to spore novum wg mnie. Onimushę znam i bardzo lubię, 3 jeszcze nie kończyłem :-P. Niezapominajmy też o Ryu ga gotoku Ishin, niestety mój poziom jap na razie nie pozwala na przyswojenie fabuły na zadowalającym poziomie.
Zakurzony dodano: 31.05.2017, 09:36
Dzięki wielkie;-). Z samą długością gry odnosiłem się bardziej do wypowiedzi Another dot. "tylko" 30g. W kwestii długości gier ogółem to myślę, że poza rpgami zawsze było ciężko znaleźć coś na więcej niż te 10-15g. Teraz deweloperzy trochę idą na łatwiznę robiąc sandboksa, milion punktów na mapie, do tego dziwne trofea i gra na 100g. Takie czasy. Co do samego Sword of samurai to jest też tytuł na ps2, polecam sprawdzić;-). Sengoku basara mnie ciekawiło, ale tam już jest chyba za duża przepaść między fikcją a historią. Od siebie mogę jeszcze polecić Way of the samurai, które wychodziło od ps2. Dosyć krótkie, ale sporo zakończeń i duży nacisk na mnogość wyborów jakie możemy podjąć podczas gry. Jak na tamte czasy było to spore novum wg mnie. Niezapominajmy też o Ryu ga gotoku Ishin, niestety mój poziom jap na razie nie pozwala na przyswojenie fabuły na zadowalającym poziomie.
Another do Zakurzony dodano: 31.05.2017, 20:38
Bo ja rozbestwiona jestem. A za gry na poniżej dwudziestu godzin nie zapłacę pełnej ceny, nie ma bata ;). Pewnie dlatego gram głównie z Musou i jrpg - wtedy mam przynajmniej poczucie, że zakup się zamortyzował ^^.
Zakurzony do Another dodano: 31.05.2017, 23:12
heh rozumiem doskonale :-). Ja generalnie nie kupuję za pełną cenę niezależnie od czasu gry. Cena musi być w granicy 100-150 max. Nie ukrywam, że łatwo mi to przychodzi zwłaszcza przy obecnym trendzie wydawania gołych gier pudełko+płyta. Ostatni wyjątek zrobiłem przy preorderze Yakuzy Kiwami no, ale cena przystępna, powiedzmy :-P. Poza tym ostatnio więcej kupuję i odstawiam na półkę niż gram co mimo wszystko źle działa na portfel :-P.

Komentarze (16 opinii) Skomentuj

Zobacz grę w Bazie gier

Samurai Warriors: Spirit of Sanada

Samurai Warriors: Spirit of Sanada
  • Świat: 23.11.2016
  • Europa: 26.05.2017
  • Polska: 26.05.2017
  • Gatunek: Slasher, Akcja
  • Liczba graczy: 1
  • Kontroler ruchu: nie
  • Grafika 3D: nie
Dodaj własną recenzję Oceń grę w Bazie gier